Jak zawiść pomagała mi w drodze

Dzisiaj chciałem podzielić się z Tobą moimi refleksjami na temat zawiści, zazdrości oraz podobnymi zjawiskami.

 Jak Wałęsa potrafił wybudzić pasażerów busa.

       Otóż,  na przełomie lat 80 tych i 90 tych byłem zatrudniony na kontrakcie w RFN (dzisiaj Niemcy). Jako kierownik budowy, przełożony kilkunastu ludzi, woziłem busem raz w miesiącu, za nadrobione godziny, swoją załogę do Polski, na spotkanie z rodzinami.

 Powroty z weekendu do pracy

          Powroty odbywały się w niedzielę, aby rano w poniedziałek zameldować się w pracy. Dyscyplina. To było   około 700km drogi, do tego w nocy, gdzie o zaśnięcie nie trudno. Kiedy mnie spanie i zmęczenie nachodziło miałem swój sprawdzony sposób aby natychmiast się pobudzić i wybudzić ze snu pozostałych ośmiu pasażerów. Otóż  rzucałem hasło „Wałęsa to i to…” i natychmiast zaczynała się żarliwa dyskusja. Nie będę jej przytaczał. Tylko ja broniłem Wałęsy a reszta chciała go żywcem pożreć. Co on im takiego zrobił. Przecież wyzwolił Polskę z jarzma komunizmu, załatwił to w sposób bezkrwawy, tylko przy pomocy swojego sprytu.

Otóż on śmiał zostać prezydentem Polski. Jakże on mógł, taki nie wykształcony itd. Dzięki tym zażartym dyskusjom, nasza podróż mijała szybko i nie wiedzieć kiedy już był Frankfurt nad Menem.

Czy w prawie każdym domu, przy biesiadnym stole, nie jest tak samo? Czy na słowo Wałęsa ludzie przy stole natychmiast nie dzielą się na dwie grupy, gotów sobie włosy powyrywać?

Potem wystarczyła grupka zajadłych przeciwników, którym on zaszczyty odebrał i zrobili z niego Bolka, nieudacznika, sprzedawczyka.
Sąd go oczyścił, przysięga się, że nigdy na nikogo nie donosił. A oni swoje.
W młodym pokoleniu może powstać myśl, że jak to, nasz uwielbiany wódz sprzedawczykiem.

        Wszyscy czytali „Potop” Sienkiewicza, więc wiedzą, co to sprzedawczyk .                  Wałęsa miał niby takim być? Nie wszyscy dali się oszukać propagandzie zazdrośników.

Na szczęście na facebooku obserwuję , jak jeszcze wiele ludzi uważa Wałęsę za człowieka uczciwego.

 Jak to jest w biznesie?

      Dlaczego przytoczyłem historię Wałęsy. Otóż dlatego, że w biznesie jest tak samo. Każdy z nas działających w marketingu sieciowym doświadczył przykrości lekceważenia, odmowy, wyśmiania.

Podam przykłady:

     Moja ukochana krewna Irena, przyznała się kiedyś, że się ze mnie śmieją w rodzinie. Ja który w jej rodzinie jestem jednym z najstarszych, bywam wyśmiewany z tego co robię. Zapytałem jej czy jej nie jest wstyd za siebie i za innych? .  Przecież nawet nie wiedzą, co ja robię. Tu, nie tylko o pieniądze chodzi lecz o poprawę zdrowia, zdobywanie wiedzy, rozwój osobisty. Poznajesz nowych przyjaciół, widzisz co inni robią jakie rozwiązują problemy , z którymi się borykają. Widzisz jak inni starają się pomagać , doradzać i nikt się z nikogo nie śmieje a w trudnych sytuacjach wspierają się wzajemnie.

       Uczciwie mogę powiedzieć, że od lutego tego roku do dziś moje zdrowie w wielu obszarach znacznie się poprawiło a przecież na swoje dolegliwości pracowałem wiele lat, nie dbając o ten skarb jaki natura dała nam za darmo.

Kiedy próbowałem namówić moją Irenę do przystąpienia do DuoLife, choćby po to aby taniej kupowała sobie suplementy, obiecałem jej pomoc na starcie przy wykupie pakietu startowego, to dalej odpowiedziała , NIE.  Dlaczego zapytałem?  Odpowiedziała : „NIE BO NIE I KROPKA” , koniec tematu.
Nawet nie spróbowała dowiedzieć się co by ją mogło spotkać dobrego, gdyby chciała współpracować ze mną.

 Co na to młodsi?

       Moja krewna Irena ma 81 lat i mogę ją zrozumieć, chociaż w jej głowie było tylko, że ona nie będzie latała po ludziach i sprzedawała itd. Znane śpiewki.
Nie mogę zrozumieć natomiast ludzi młodych w tej rodzinie, gdzie jestem naprawdę bardzo lubiany, że też nie chcą wysłuchać , choćby przez godzinkę lub mniej co to jest np. soft marketing. Nie skorzystali z podesłanych linków na webinary itd., nie poczytali w Internecie o naszych produktach.

      Moja bliska mi osoba powiedziała mi kiedyś: Daj sobie spokój, zajmij się tym co umiesz, czyli budownictwem. Naucz się żyć za 1000zł, bo tak robi to wiele ludzi na emeryturze i nie próbuj ludziom wciskać, że można inaczej.

Niestety nie zgadzam się z tym. Dopóki człowiek żyje powinien się rozwijaći korzystać z wiedzy innych, bardziej doświadczonych.

Głównie chodzi mi o wykorzystanie wiedzy komputerowej, w której młodsi mają większe doświadczenia i umiejętności od osób starszych. Mogli by wiele pomóc w tej materii osobom starszym, takim jak ja. Nie ma jednak w nich czegoś takiego jak chęć służenia innym pomocą a tym bardziej za darmo.

Co daje współpraca z DuoLife.
Przypomnę, że jestem emerytem, od nie dawna wdowcem i muszę sobie na nowo życie układać. Niesamowicie pomocnym jest w tym DuoLife. Współpraca z nowymi ludźmi, nowymi przyjaciółmi, którzy są niesamowicie życzliwi i co ciekawe cieszą się z każdego mojego drobnego sukcesu. Tylko oni potrafią dodać człowiekowi otuchy i pochwalić za zapisy na blogu czy facebooku. Nie zdarzyło się to nikomu z moich dawnych przyjaciół czy najbliższej mi rodziny. W swoim postępowaniu ostatnio stosuję dewizę „KROK PO KROKU” i do przodu.

 Mama Jacka.
Opowiadał kiedyś mój przyjaciel Jacek, jak jego mama zapisała się do DuoLife. Do dziś jest aktywna i kupuje dla siebie i męża potrzebne suplementy . To jest właśnie ta praca, której moja krewna Irena tak się bała. Ponieważ mama Jacka pewnie też nie zna się na komputerze,  to prosi Jacka aby zrobił jej zamówienie a  ona przy odbiorze od kuriera płaci za towar. Cała praca. Nie każdy zaraz musi być liderem, wystarczy, że wokół siebie ma kogoś kto pomoże.. Jak widać mama Jacka nie lata po mieście i nikogo nie namawia do kupowania. Za swój obrót od firmy dostaje co miesiąc zarobione pieniądze.

Mama Jacka może też za sponsorować następnych chętnych do współpracy i pewnie tak robi. Za obrót już łączny mama Jacka otrzyma wynagrodzenie , na pewno większe. Może się też zdarzyć, że do grupy mamy Jacka trafi prawdziwy lider, który rozbuduje sieć do niesamowitych rozmiarów i nagle po latach mama Jacka, w nie przewidziany dla siebie sposób, zostanie milionerką. (Miło to brzmi). Może to się stać nawet po 10 latach.

  A czy ty drogi czytelniku masz szansę nawet po 10 latach , w tym co robisz, zostać milionerem? Na pewno niewielu. A już na pewno nie otrzymasz tego miliona co miesiąc. Mama Jacka ma taką szansę.
To jest możliwe. Mogę ci pokazać jak to jest możliwe.
Ale po drodze są mniejsze pieniądze, które też się przydadzą.

 Każdy może przystąpić do biznesu sieciowego.

Chciałem tu pokazać, a takich przykładów znam wiele, że każdy , absolutnie każdy, może przystąpić do biznesu sieciowego. Musi mieć jednak zaufanie do wprowadzającego, koniecznie mieć swoje DLACZEGO, i być choć trochę aktywny oraz musi chcieć się jeszcze uczyć.

Ale co to za nauka. Bez wychodzenia z domu, bez stopni, w dowolnym czasie.

 Nie każdy musi być liderem.

      Nie każdy musi zostać liderem ale może nim zostać. LIDER to człowiek, który lubi dzielić się swoją wiedzą, po to aby innym działo się lepiej. Taka jest natura tego biznesu. Nie ma tego nigdzie indziej.
We wszystkich innych dziedzinach liderzy zawsze chcą być  lepsi.

Tacy są,  ale nie dzielą się wiedzą po to, aby inni byli lepsi od nich .

 Podsumowanie.

Tak jak Wałęsa mógł zostać prezydentem, bo bardzo tego chciał, z wielu powodów,  tak ty możesz zostać milionerem, musisz tylko bardzo tego chcieć.

Naprawdę jest na to sposób. Jest na to system. Wszystko jest przygotowane jak na tacy. Przynajmniej trzeba chcieć zobaczyć jak to działa.   Dla każdego.

 Miło mi, że wytrwałeś ze mną do końca. 

Pozdrawiam Zenon Filipowski
http://zenonfilipowski.pl

 

Facebook Comments

3 Replies to “Jak zawiść pomagała mi w drodze”

  1. Witaj Zeniu, bardzo ciekawy wpis. Nie tylko opowiadasz nam żywą historię ale również mówisz o czymś trudnym dla wszystkich- jak nasza rodzina i znajomy często nas dołują na starcie, a wsparcie dostajemy od obcych zyczliwych ludzi. Zespół Duolife to wielu wpsaniałych ludzi, którzy służą pomocą i doświadczeniem innym Ja czekam na Twoje kolejne wpisy. Pozdrawiam serdecznie

  2. To normalne , ze nasza rodzina i bliscy znajomi nie bardzo rozumieja co my robimy i dlatego są temu przeciwni. Bedzie tak dopoki nie poznaja zasad naszej pracy… Nie robimy nic nadzwyczajnego , dzielimy sie informacjami na temat zdrowego zycia , oraz poprawy naszych finansow z osobami , ktore są w potrzebie. A praca w zespole daje nam duzo satysfakcji , poznajemy nowyh ludzi , mozemy dzielic sie z nimi swoimi przemysleniami , pogladami oraz korzystamy z ich rad…Dla mnie nie ma w tym nic dziwnego…

    1. Aby rodzina zrozumiała co właściwie robimy, potrzeba wiele czasu. Ja po wielu staraniach już sobie odpuściłem namawianie rodziny. Poznajemy nowych ludzi, mamy do siebie wzajemne zaufanie i do przodu , jak mówi nasz lider.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *