Myśli po Andrzejkowe

Wróciłem niedawno z imprezy z okazji imienin Andrzeja. Było miło, gwarno, jedzenie wyśmienite zakończone biszkoptowym tortem z malinami w galaretce.
Młodzi ludzie, dwa pokolenia mają dziś całkiem inne dylematy. Dzielą się wspomnieniami, oglądają zdjęcia poprzez Internet, z wakacji w krajach egzotycznych krajach. Rozmawiają o potrawach sporządzonych na podstawie wskazówek , też z Internetu.
Mało się mówi, że to i tamto robiła tak moja mama czy mój tata.
Ba, prawdopodobnie niewiele wiedzą o tym co w młodości robili ich rodzice, a już na pewno nie mają pojęcia o poczynaniach swoich dziadków czy pradziadków.

Zauważyłem, jak ostatnimi czasy ludzie nagle zaczynają się zachwycać tymi osobami, które miały ciężkie dzieciństwo. A to były bite, a to były molestowane. Jakoś przeżyły i nagle bo to modne , zaczynają się tym chwalić, po 20 , 30 a nawet i więcej latach i świat się tym zachwyca. A jeśli jeszcze taka molestowana, bita , miała złych rodziców czy choćby ojca pijaka i z tego bagna jakoś się pozbierała i wyszła na porządnego człowieka, stała się osobą podziwianą , to już naprawdę budzi zachwyt.
Na pewno należy się takiej osobie uznanie i podziw. Swoim staraniem zmiany swego życia na lepsze, na inne niż jej rodzice,  zasłużyła na uszanowanie.

Słyszymy coraz częściej, że ktoś miał 3, 4 a nawet 8 partnerów w swoim życiu. Widać jak wiele osób zmienia często swoich partnerów. Ja nie neguję całkowicie takiego postępowania. Prawdopodobnie były powody, aby coś w ich życiu zmienić. Ale proszę mi wybaczyć, tego heroizmem nazwać nie można. Co innego wytrwać z jednym partnerem wiele lat, aż do śmierci, na dobre i na złe jak się przyrzekało w dniu ślubu. To często jest heroizm.

Jednak znakomita większość ludzi wiedzie normalne życie, w kieracie zawodowych i domowych obowiązków, wychowując swoje dzieci na porządnych obywateli. Rodzice przekazują dzieciom najlepsze wartości dotyczące miłości, poszanowania pracy, uczciwości, szacunku do drugiego człowieka itd.
Jakoś nikt nie zauważa  heroizmu tych ludzi, nie celebrytów a statecznych obywateli, realizujących na co dzień swoje marzenia, najlepiej jak potrafią.

Jestem ojcem w trzypokoleniowej rodzinie.

 W małżeństwie z jedną partnerką przeżyłem ponad 50 lat.

Na moim blogu czy w postach na facebooku nikt w swoich komentarzach nie docenił właśnie tych lat z jedną partnerką, a przecież nasze życie nie było usłane różami. Były kłótnie i to ostre, zazwyczaj na tle wychowania dzieci . Szybko jednak dochodziliśmy do zgody.

Do wszystkiego dochodziliśmy własną , ciężką pracą. Pochodziliśmy z biednych rodzin. Ale w życiu otrzymaliśmy największy skarb na nową drogę – miłość i błogosławieństwo, które się spełniło.

Spełniłem w życiu wszystkie 3 zalecenia dla mężczyzny: mam syna, wybudowałem dom i posadziłem drzewo (niejedno zresztą).

Chciałbym tym artykułem pozostawić potomnym trochę wiedzy o mnie.

 

Genealogia. Drzewo w linii męskiej.

Moim pradziadkiem był Walenty Filipowski (1844 – 1909). Pochodził ze Świerczyny w powiecie leszczyńskim, w gminie Osieczna. Był bogatym kmieciem, finansistą i bardzo dobrym rolnikiem. Wychował pięciu synów i dwie córki. Jednym z jego synów był Jan, mój dziadek.

Moim dziadkiem  był Jan Filipowski (1867 – 1937).
Od najmłodszych lat uwikłany był w działalność polityczną, pod zaborem pruskim.
Wychował ośmiu synów i dwie córki. Jednym z jego synów, najmłodszym był mój ojciec, Antoni.

Moim ojcem był Antoni Filipowski (1910 – 1945) urodził się w Świerczynie.
W 1937 pobrali się z moją mamą Leokadią z domu Hajduk , a dosłownie za rok urodziłem się ja, Zenon.
Nie było im dane długo cieszyć się szczęśliwym małżeństwem. Okupacja hitlerowska odebrała im radość i życie.
Sami oceńcie czy byli szczęśliwi, w tym swoim krótkim małżeństwie, bo przecież nie przewidywali tak szybkiego zakończenia pobytu na tej ziemi.

Ja, Zenon Filipowski , ur. 1938r w Lesznie , ojciec i dziadek.
Wcześnie zostałem sierotą. Mama zmarła, a ojca zamordowali gestapowcy, po uprzednim potwornym skatowaniu , w obozie koncentracyjnym, w Żabikowie koło Poznania. Uwięziony był za działalność dywersyjną, przeciwko okupantowi , w ramach Armii Krajowej.
Wychowywali mnie dziadkowie ze strony Matki (na zdjęciu). Mieli wówczas czworo dzieci z ośmiorga (zdjęcie pochodzi z przed wojny) którzy traktowali mnie jak młodszego brata i obdarzyli niesamowitą miłością i troską. Zresztą od samego urodzenia byłem ich pupilkiem i rywalizowali o moje względy.
Każdego z nich kochałem za coś innego.

 

W wieku 25 lat ożeniłem się z Genowefą Drożdż.  Na świat przyszło dwoje cudownych dzieci.
Piotr i Beata.
Poniżej zdjęcie z naszego wesela

 

To zespół, który nam wtedy przygrywał do tańca.
 To są moi kuzyni –  Ślotałowie.
Ten zespół w poszerzonym składzie gra do dziś, na terenie Leszna i okolic. (ponad 50 lat- oni są wielcy)
Mepoza, to ich obecna nazwa zespołu.
Sprawili nam swoim graniem sporo radości, a goście bawili się wesoło i żwawo.

 

Mój syn, Piotr– ur. W 1965r. W Lubinie
Ożenił się z Bogusią Libera. Mają dwoje dzieci. Oskar lat 9 i Maksym lat 7 Mieszkają w USA, stan Kalifornia.

Wygląda na to, ze nazwisko i ród nie zginie. Mogą to zapewnić Oskar i Maksym Filipowscy

Moja córka – Beata ur. w 1967r w Lubinie.
Wyszła za mąż za Andrzeja Fajfera. Mają dwie córki Karolina lat 21 oraz Patrycja lat 18.
Mieszkają w Lubinie.

Przeżyliśmy wspólnie z żoną 50 lat.
Prezydent Komorowski przesłał nam ordery na tą okoliczność.
Na uroczystym spotkaniu,  prezydent miasta Lubina, pan Raczyński, wręczył nam te odznaczenia.

Dzieci nasze zorganizowały okolicznościowe spotkanie z najbliższą rodziną w Bojanowie. Gdzie dokładnie 50 lat wcześniej braliśmy ślub. Oczywiście wcześniej była msza św.
Wnuczki wykonały piękny kolaż, na którym umieścili rodzinę w komplecie.
A oto kilka zdjęć z tej imprezy.

Rumek.
Rumek to ważna istota w moim życiu. Zostaliśmy obecnie tylko on i ja.
Rumek ma 14 lat (w przeliczeniu 98) . Dalej jest żwawy, szybki ale powoli ślepnie i głuchnie.
Stracił prawie wszystkie zęby. Ale ma apetyt.
Cóż starość. Myślę, że on  próbuje mi się odwdzięczyć i robi wszystko aby mi nie było smutno.
6 lat temu wzięliśmy go ze schroniska w Siekierczynie. Był tam 2 lata. Już tam był pupilkiem wolontariuszy, którzy zbierali pieniądze na jego utrzymanie.
Wcześniej miał złych właścicieli, którzy go trzymali w żelaznej klatce i niezbyt dobrze się z nim obchodzili. Na początku był do mnie nie ufny a dziś oboje wskoczylibyśmy za siebie w ogień.
U nas jest po prostu uwielbiany. Prawie wszyscy go kochają.

Zakończenie.
To tylko mały fragment z bogatego zbioru zdjęć mojej rodziny. Pokazałem jak powstawały kolejne pokolenia , od pradziadka do najmłodszego wnuka. Jest nadzieja, że moje wnuki w przyszłości podtrzymają nazwisko rodowe, płodząc kolejnych prawnuków. Pytanie czy ja tego jeszcze doczekam. Ale będę na pewno im kibicował, tam z góry.

Nasunęło mi się skojarzenie, że drzewo genealogiczne doskonale się porównuje do budowy sieci w marketingu sieciowym. Można porównać potomków w linii męskiej do klubowiczów biznesowych, którzy budują swoją karierę , a potomków w linii żeńskiej do konsumentów, którzy nie budują swojej kariery poprzez rozbudowę sieci.

Jeżeli drogi czytelniku wytrwałeś do końca, to jestem Ci za to wdzięczny i wierzę, że krótkim komentarzem udowodnisz to, że  ze mną się zgadzasz lub nie.

Ponieważ jestem już dojrzałym, w podeszłym wieku człowiekiem, to dzielę się z Tobą moją przeszłością. Dziś pokazałem swój rodowód, w bardzo dużym skrócie. Dla wielu uczestników wydarzeń w naszym życiu będzie to chwila wspomnień. Nie ma złych wspomnień w moim życiu.

Natomiast przeżyłem  także wiele wspaniałych przygód, zwiedziłem kawał świata, dokonałem wiele wspaniałych czynów zawodowych.
Dopóki nogi nie złamałem, to byłem świetnym tancerzem, jestem z epoki swingu i rock and rolla.
Fred Aster, Gene Kelly czy Bing Crosby byli moimi idolami. Tańczyłem jak oni nawet z miotłą skacząc po czym się dało.
W latach 60 takie tańce były źle widziane. Z tego powodu rozbiłem parę imprez tanecznych między innymi w Moskwie, w Rydze a nawet na zamku Czocha (wojskowi).

W 2003 r złamałem nogę i wszystko co było fajne się skończyło. Skończyły się tańce, sport, podróże.
Koniec pracy zawodowej, pracy na działce. Jedno złamanie a cały ciąg kłopotów zdrowotnych.

Powiem Ci drogi czytelniku, że w marketingu sieciowym nauczyłem się myśleć pozytywnie, spotykać się z właściwymi ludźmi, czytać właściwe książki i to pozwoliło mi dotrwać do dziś a moim mottem na najbliższe lata są słowa św. Jana Pawła II „Nigdy nie jest za późno żeby zacząć od nowa, żeby pójść inną drogą i jeszcze raz spróbować”.

Pozdrawiam Cię serdecznie

Zenon Filipowski

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *